Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Olborskiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o Olborskiej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 marca 2014

Obrona pracy magisterskiej

Od dzisiaj oficjalnie jestem magistrem sztuki!!!

Po długich przygotowaniach (dosłownie mówiąc, dłuższych niż ustawa przewiduje) udało się ukończyć pracę pisemną i realizację tematu "Zmiana skali-zmiana znaczeń. Idea zamiany skali i funkcji, jako inspiracja poszukiwań własnych środków wyrazu w odniesieniu do tkaniny”. Przyjęta strategia projektowa zakładała jak najpełniejsze przedstawienie zjawiska zmiany skali w trzech elementach - formy przestrzennej czyli hamaka, struktury reliefowej czyli instalacji ze zmultiplikowanych poduszek oraz wzoru graficznego ukazanego w sześciu wariantach tkanin.

Poniżej moje realizacje zaprezentowane na uczelni. Fakt faktem jest to część korytarza, ale jak na możliwości wydziału uważam, że miejsce ekspozycji było jak najbardziej trafione. Ten fragment holu jest wydzielony, wygląda bardziej jak przejściowy pokój. Mogłam usunąć z niego wcześniejszą ekspozycję i zaprezentować wszystkie moje prace w jednym miejscu, w przestrzeni, a nie zupełnie płasko na jednej ścianie. Przechodząc z pokazu odzieży dwóch dyplomantek do sali, w której odbywały się obrony, komisja przechodziła pomiędzy moimi pracami. Mieli chwilę, żeby na spokojnie wszystko obejrzeć jeszcze przed egzaminem, widzieli reakcje i odbiór innych studentów.

Teraz moje prace przez jakiś jeszcze czas będą tam wisiały. Hamak został podwieszony wyżej, ale wciąż jest w tym samym miejscu.












A sam egzamin bardzo dobrze. Nie spodziewałam się tak wielu pozytywnych słów. "Silna osobowość, bardzo dobra praca, logiczny sposób myślenia, spójna całość, godne pozazdroszczenia" i gratulacje od wykładowców także niewchodzących w skład komisji składane przy okazji, w biegu. :) Studia magisterskie ukończone z oceną bardzo dobrą.

sobota, 28 września 2013

Natręctwo funkcji

Dzieło sztuki ma wartość przez swoje istnienie. Jest uzewnętrznieniem i zmaterializowaniem myśli artysty. Budzi emocje, wrażenia, jest ciekawe zewnętrznie. Czasem zawiera przesłanie, nierzadko jednak niezrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy. Przerost treści nad formą w tym wypadku. Wzniosłe idee odnoszące się do prostych rzeczy. Nie neguję sztuki. Nie mówię też, że nie staram się jej zrozumieć. Wręcz nie lubię, gdy chodząc po muzeum, ludzie stwierdzają, że oni też by tak potrafili, i że sami zaczną malować lub robić rzeźby i sprzedawać je za miliony dolarów. Wielu obiektów, które widziałam nie rozumiem, nie wiem, czemu zostały umieszczone na wystawach, ale nie neguję ich wartości. Bardziej odnoszę moje niezrozumienie do siebie, że to ja nie dorosłam do tej sztuki, a nie ona jest "głupia".



Nie chcę być artystą z dziełami, których nikt nie rozumie, z których się ludzie śmieją, nie doceniają. Chciałabym, żeby rzeczy, które zaprojektuję towarzyszyły odbiorcom w ich codzienności. Chciałabym, żeby je lubili. Oczywiście, niech będą to produkty niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, ale użyteczne. Cokolwiek tworzy się w mojej głowie, szukam funkcji. Myślę, jak człowiek mógłby to wykorzystać. Czasem zmieniam materiał, rozmiar, technologię, ale niech się przyda komuś. Niech służy właścicielowi. Niech nie leży w kącie zapomniane, ale niech uczestniczy w życiu.



Bliżej mi do projektanta niż artysty. Oba pojęcia się przenikają, ale nie są tym samym. Stąd też Politechnika, a nie Akademia Sztuk Pięknych. Teraz to wiem.



Poszukiwanie funkcji mnie prześladuje i nie pozwala tworzyć nieużytecznych przedmiotów. Budzi we mnie bunt. Studia się kończą, a w jakiejkolwiek pracy będę robić coś użytecznego. Innej nie chcę.


Krótkie przemyślenia podczas robienia dyplomu i trochę dokumentacji zdjęciowej z mojej pracy. Nie pytajcie, co robię. Ciężko opowiedzieć komukolwiek, kto nie siedzi w mojej głowie. Jak skończę to pokażę.


wtorek, 12 lutego 2013

Przemysł włókienniczy w oczach mas

Poniżej przeredagowany delikatnie esej na zaliczenie jednego z przedmiotów. :)

Dla większości ludzi tekstylia to głównie odzież. Piękne materiały, balowe suknie celebrytów, niezrozumiałe pokazy haute couture, moda szeroko rozumiana, z drugiej jednak strony sieciówkowe linie basic, codzienne robocze uniformy, domowe dresy i działkowe koszule w kratę. Część z tych osób zauważa włókiennicze elementy także we wnętrzach. Pościel o przeróżnych wzorach i fakturach, dekoracja okien od firanek i zasłon po finezyjne  zazdrostki i proste rolety, obrusy świąteczne i codzienne oraz dywany – drogie, wełniane, wzorzyste jak perskie kobierce i te malutkie do łazienki. Wykorzystania tkanin i dzianin w modzie i aranżacji wnętrz nie trzeba nikomu tłumaczyć. Mnogość asortymentu na rynku sprawia, że przeciętny człowiek szufladkuje tekstylia do tych dwóch kategorii, które same w sobie zawierają mnóstwo podziałów i kierunków.
Idąc na studia, widziałam świat włókienniczy podobnie. Ponadto wydawało mi się, że jest to stricte kobieca część przemysłu. W końcu tyle się mówi o „łódzkich włókniarkach”, damski ubiór jest o wiele bardziej zróżnicowany niż męski, a swetry na drutach robią chyba tylko babcie i ciocie. Gdzie tu miejsce dla mężczyzny? Osoby bardziej logicznej, konkretnej, ale i bardziej impulsywnej, mniej cierpliwej. Do tamtej pory inżynier włókiennictwa kojarzył mi się jedynie z panem zajmującym się budową maszyn szwalniczych, dziewiarskich czy krosien. Świat tekstylny wydawał mi się strasznie przyziemny i jakby stojący w miejscu. Ślepo wierzyłam w opinie krążące wśród licealistów, że nie ma w tej dziedzinie przyszłości, potencjału, że wydział włókienniczy dawno przeżył lata swojej świetności i to już nie wróci. Byłam jedną z tysięcy osób, która studia związane z przemysłem włókienniczym traktowała niemal na równi z przyszłą pracą szwaczki.
Teraz, kiedy czeka mnie ostatnia prosta do uzyskania tytułu magistra sztuki o specjalizacji Architektura Tekstyliów w pewnym sensie przeraża mnie moja niewiedza sprzed tych pięciu lat. Z innej patrząc strony, zamknięte oczy na włókienniczą część świata tysięcy osób to szansa dla tych z otwartymi oczyma, którzy mają mniejszą konkurencję na rynku pracy. I w tym miejscu dziękuję nieoświeconym ignorantom, którzy oglądając filmy żałują, że nie ma jeszcze kurtek z możliwością ustawienia pożądanej temperatury, wojskowych pojazdów o zmniejszonej wykrywalności przez radary lub odzieży badającej nasz stan zdrowia czy podającej leki. Ja wiem, że są.

Odzież z mikrokapsułami uwalniającymi powoli składniki kosmetyków - antycellulitowych, przeciwstarzeniowych itp.

Tekstylia kojarzą się przede wszystkim z tkaninami, dzianinami, nićmi szwalniczymi. Wszystko to wydaje się bardzo delikatne. Małe wymiary włókien sprawiają, że bagatelizuje się ich możliwości. Do rozwoju komputerów świat się przyzwyczaił. Nikogo nie dziwią nowe ultra cienkie laptopy, tablety czy smartfony. Wykrywanie ruchu naszego ciała wykorzystywane do gier na konsolach jest interesujące, ale powoli powszednieje. Jednak kiedy powie się w towarzystwie trzy słowa na temat skanera 3D ludzkiego ciała ludzie się dziwią. Informacje, które dla nas, studentów Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów są codziennością, które słyszeliśmy na różnych wykładach od wielu wykładowców, zaskakują. I to nie tylko ludzi starszych, czy pracujących w innych zawodach, ale także naszych rówieśników. Zaskakują dotychczasowe osiągnięcia, możliwości, ale i wszechobecność włókien. Wielu osobom wydaje się, że tekstylia są jedynie w naszym codziennym otoczeniu. Zapominają o wykorzystaniu tekstyliów chociażby w medycynie. I nie chodzi mi jeszcze wcale o siatki przepuklinowe, kardiologiczne ,protezy naczyń krwionośnych czy włókna uwalniające leki, ale o zwykłe opatrunki – gazy, watę, bandaże czy opaski uciskowe. Idąc dalej, o ile sieci rybackie czy liny żeglarskie kojarzą się z włókiennictwem, żagle jeszcze też, tak mało kto wie, że w pokryciu kadłubów statków też wykorzystywane są tkane lub dziane struktury. To samo tyczy się geotekstyliów. Wały czy nasypy wzdłuż autostrad czy dróg szybkiego ruchu muszą być w jakiś sposób zabezpieczone i utwardzone. Kiedy zrobić wzmiankę na ten temat w rozmowie nagle dla wszystkich staje się oczywiste, że stosuje się różnego rodzaju siatki. Same drogi też wymagają wzmocnienia i różnych warstw, aby jak najdłużej i najlepiej spełniały swoje funkcje.

Skaner 3D ludzkiego ciała. Można się zeskanować, mieć swojego awatara i zamawiać odzież przez internet z idealnym dopasowaniem, jak przy szyciu na miarę z przymiarkami u krawca

Najbardziej jednak ciekawią ludzi osiągnięcia w zastosowaniu tekstyliów w balistyce oraz tekstronika, jako zupełna nowość (której nawet nie ma jeszcze w słowniku Word’a). Przyzwyczailiśmy się nieco do faktu, iż wiele nowinek technicznych spędza pierwsze lata w bazach wojskowych, a dopiero po jakimś czasie wychodzi na świat do użytku przez przeciętnego konsumenta (o ile się do tego nadaje). Włókna jako przedmioty lekkie, o niezwykle małych wymiarach, a raczej o niespotykanej relacji wymiarów wzdłużnych do poprzecznych, nie kojarzą się z czymś, co mogłoby chronić ludzkie ciało przed pociskami pistoletów czy odłamkami bomb. Okazuje się jednak, że właśnie te wymiary i właściwości fizyko - chemiczne włókien są ich niewątpliwą zaletą również w wojskowych koszarach. Właśnie dzięki tekstyliom kamizelki kuloodporne są coraz wytrzymalsze, czyli coraz skuteczniejsze, a zarazem coraz lżejsze i mniej krępujące ruchy. Umożliwiają także wzmocnienia pokrywy pojazdów militarnych. I nie chodzi jedynie o super wytrzymałe włókna, ale także o strukturę wyrobu tekstylnego lub całego pakietu. Rodzaj splotu tkackiego, choć wydaje się tak drobnym szczegółem, że nie wart jest uwagi, ma znaczenie. Tak samo jak sposób łączenia warstw, wszelkie szwy, ich struktura i umiejscowienie są istotne. Oprócz ochrony fizycznej, materiały włókiennicze mogą zapewniać też ochronę termiczną lub przed ogniem. Kombinezony dla jakiś służb specjalnych zajmujących się skażeniami chemicznymi i radioaktywnymi to widok z niejednego filmu science – fiction, a przecież wykonanie go nie graniczy wcale z cudem. Niesamowita jest także odzież wojskowa. Trochę podobna do tej, którą można kupić w sklepach turystycznych. Gore-Tex stał się słowem – kluczem wśród zwolenników górskich wycieczek – powinien być w kurtce i w butach. Wiele osób mówi, że najlepszy, choć nie wie nic na temat jego przepuszczalności i barierowości, ani budowie. Jedne z najbardziej przyziemnych części odzieży – skarpety – w wersji militarnej, mimo, że robione w dużej ilości mają bardzo dobrą jakość oraz wersję zimową i letnią (to akurat wiem z autopsji, mam wątpliwą przyjemność co jakiś czas prania takowych w jakich służą nasi żołnierze w Afganistanie). Nie obcierają, oddychają, i rzeczywiście dobrze grzeją stopy zimą i nie przegrzewają latem.


Ralph Lauren RLX Aerotype Jacket - kurtka snowboardowa z tekstylnym panelem do obsługi odtwarzaczy muzyki i telefonów
Tekstronika zaś jest jakby bliżej przeciętnego użytkownika. Nie tyle dba o jego komfort, co o rozrywkę i wszelkie udogodnienia. To najbardziej podoba się młodym ludziom. Wbudowane w odzież panele sterowania odtwarzaczami muzyki, klawiatury tekstylne, czy nadajniki GPS dla dzieci w ubrankach lub misiach – to robi wrażenie. Szczególnie, kiedy dodać fakt, że wyroby te można normalnie prać, i nie mają w sobie uciążliwego okablowania. Dla osób starszych niesamowita jest wiadomość na temat koszulek na bieżąco badających funkcje życiowe.  Możliwość spędzenia większej ilości czasu z rodziną w domu zamiast w szpitalu, a będąc jednak pod stałą kontrolą i czujnym okiem lekarzy.  Dodatkowym bonusem jest możliwość automatycznego zawiadomienia bliskich o pogorszonym stanie zdrowia pacjenta i przygotowanie w szpitalu odpowiedniego miejsca dla takiej osoby. Wszystko w pełni zautomatyzowane, ale i nieutrudniające normalnego funkcjonowania. Bez kilkunastu plączących się kabli i czujników np. przyklejanych do klatki piersiowej, które ograniczają normalne poruszanie się.


Kurtka rażąca prądem napastnika; filmiki tutaj http://www.no-contact.com/index-2.html
Większość wspomnianych powyżej produktów nie przeniknęło jeszcze do codziennego użytku. Może przyjdzie nam na to czekać jeszcze lata, ale jest to tylko kwestia czasu. Poza tym trwają przeróżne badania, testy prototypów i ich rozwój. Przemysł włókienniczy to już nie tylko moda i wystrój wnętrz. To także wiele innych dziedzin, niektóre z nich, jak np. balistyka są typowo męskie. Włókna zaczynają zastępować wiele materiałów. Odgrywają niezastąpioną rolę w medycynie i budownictwie. Po niespełna jeszcze pięciu latach studiów moje spojrzenie na tekstylia zmieniło się całkowicie. Widzę włókna w wyrobach, w których są one ukryte. Przede wszystkim jednak dostrzegam potencjał rozwoju tej dziedziny jak i jej złożoność. Nie jest to już tylko umiejętność szycia, czy robienia na drutach, do czego wiele osób pewnie sprowadziłoby włókiennictwo. Jest to ogromny obszar działań technicznych, w których swój udział mają nie tylko włókiennicy, ale także specjaliści innych branż, takich jak: elektronika, mechanika, informatyka, chemia, biotechnologia, medycyna, budownictwo. Każdy z wydziałów naszej uczelni mógłby podjąć badania lub projekty, których częścią byłyby specjalne wyroby tekstylne.


Tzw. stenty udrażniające żyły przy zakrzepach itp.

Jako studenci wzornictwa obserwujemy w pewnym sensie nieco z boku ciekawe zjawisko, które przewija się od początku w tym tekście. Z jednej strony widzimy zmianę swojego podejścia do włókiennictwa. Z drugiej nasz stary światopogląd odnajdujemy jeszcze u wielu znajomych. Mamy kontakt z osobami zaangażowanymi w rozwój tekstyliów w Polsce i na świecie, obserwujemy postęp, jak zaszedł na przestrzeni ostatnich lat naszych studiów i ulegamy przekonaniu wykładowców o potencjale i możliwościach. Jako specjaliści od wzornictwa nie będziemy mieli aż tak bezpośredniego wpływu na techniczny rozwój, choć z pewnością będziemy czuwać nad zmianami i śledzić nowości. Zjawisko, które mam na myśli dopiero nastąpi. Niemożliwym jest, moim zdaniem, aby tak bogate w możliwości surowce i struktury pozostały w ukryciu i cieniu. Myślę, że za jakiś czas czeka nas ponowne odkrycie tekstyliów w skali światowej i zmiany w myśleniu społeczeństwa. Tekstylia były w życiu człowieka można powiedzieć od samego początku. Pierwsze krosna czy kołowrotki były bardzo prymitywne, wszystko jednak się rozwijało. Maszyna do szycia swego czasu była wielkim wynalazkiem. Włókna syntetyczne, choć tak niedoskonałe w pierwszych latach istnienia, też stały się hitem. Przed nami kolejne odkrycia włókiennicze, które doceni świat. Część z nich z pewnością już istnieje i czeka na dobry czas. Bądźmy czujni. Może to nam uda się wybrać odpowiedni moment?

Zdjęcia wykorzystane w poście pochodzą ze stron:
http://www.innovationintextiles.com
http://www.textileworld.com
http://www.crookedbrains.net

http://www.vmi.edu.pl

wtorek, 9 października 2012

Upominki dla gości weselnych

Miły gest czy zbędny wydatek i problem?

Z obdarowywaniem gości podczas wesela małymi podarkami spotkałam się pierwszy raz trzy lata temu. Przy każdym nakryciu, bodajże w kieliszkach do wódki stały mini "bukieciki" z migdałami w białym lukrze udekorowanymi różowymi wstążeczkami. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje, o ile mnie pamięć nie myli. Wtedy byłam tym troszkę zdziwiona, aczkolwiek było to bardzo pozytywne zaskoczenie. Pamiętam, że nie na początku nie wiedzieliśmy, co to jest, nie którzy zastanawiali się, czy mogą sobie to wziąć do domu, czy to się w ogóle je. :) Ale nikt nie powiedział, że bez sensu, wszystkim podobał się ten pomysł.

Kolejne spotkania z upominkami dla gości były na etapie pisanie licencjatu, kiedy zobaczyłam, jak wiele jest możliwości. Na kilku ślubach widziałam, jak podczas składania życzeń młodej parze przed kościołem, świadkowie częstowali gości cukierkami. Niektóre nawet miały zawieszki z tekstami podziękowań lub na papierkach widniały zdjęcia nowożeńców. Za to w ostatnią sobotę przy naszych weselnych nakryciach oprócz winietek stały słoiczki z kawą i herbatą oraz z cukrowymi serduszkami. Buziaki wielkie dla Nowożeńców!!! :* :)

Na naszym ślubie połączyliśmy upominki z winietkami. Dzięki temu zaoszczędziliśmy miejsce przy talerzach. Całość miała formę kolczyka z doczepioną karteczką z imieniem i nazwiskiem. Niestety był to prezent jedynie dla Pań, a osoby, które przyszły bez pary nie miały dwóch kolczyków, a jeden. Spore niedopatrzenie z naszej strony, przyznaję. W przedślubnym stresie i zamieszaniu zapomnieliśmy o tym. Winietki zostały zawieszone na złożonych w tubę i postawionych pionowo serwetkach, tzw. bankietówkach. Moim zdaniem bardzo ciekawie się to prezentowało. Gościom też się podobało, choć nie wszyscy zrozumieli, że to są kolczyki, które mogą sobie wziąć. ;) No cóż, zdarza się. :)




Dużo więcej gości było w kościele i ich też chcieliśmy jakoś obdarować. Na ławkach oprócz wspominanych wcześniej chusteczek, były również bańki mydlane z bilecikami. Niestety było ich za mało, zostały rozłożone w kilku pierwszych ławkach, a ludzie usiedli dalej. 



Tutaj apel do wszystkich gości chodzących na śluby - siadajcie jak najbliżej ołtarza! Dajcie się zobaczyć Młodym, niech wiedzą, że jesteście z nimi. Niefajnie jest obejrzeć się na boki i widzieć puste ławki. Skoro jesteście zaproszeni, to znaczy, że jesteście ważni, a najbliższej rodziny wcale nie ma tyle, żeby zajęli z osiem pierwszych rzędów. ;) Poza tym jak ktoś siada z tyłu, to mam wrażenie, jakby trafił na ślub przez przypadek albo czekał z utęsknieniem na koniec ceremonii (i być może początek zabawy weselnej).
Ostatnio sobie myślę, że młode mężatki i żonaci faceci są dyskryminowani w gronie rówieśników i może stąd te "żale". Wybaczcie. ;)

sobota, 8 września 2012

Piersi w Sopocie

Jak obiecałam na FB, piszę z Sopotu. Szybko i na temat, żeby nie być zbyt samolubną i nie zajmować się swoimi sprawami przy kompie na wspólnym wyjeździe. :)
Na początek news z dzisiejszego wieczoru, który nas bardzo zaintrygował. Jak w tytule - piersi. A raczej zwykłe cycki. I to dryfujące na wodzie. Po prostu w przystani przy sopockim molo wśród luksusowych łodzi (robią wrażenie, że ach!). Oto i one - cycki pana Maurycego Gomulickiego!




 Opis projektu możecie zobaczyć tutaj http://artloop.pl/program/KURORT%3A+Gomulicki.html
Jest to część festiwalu ARTLOOP, który obecnie trwa w Sopocie. Reszta do obejrzenia na ich stronie. Piszę o cyckach, bo to szukanie ich zajęło nam dzisiejszy wieczór. ;)

W Sopocie jestem pierwszy raz na dłużej. Bardzo podoba mi się klimat i architektura. Z jednej strony miejsca, w których czas jakby się zatrzymał, charakterystyczna zabudowa miasta, a z drugiej strony patrząc - odrobina światowych luksusów. I dużo obcokrajowców. Nie będę się rozpisywać, co fajne, co nie, czas na odrobinę zdjęć, a później wracam do "wypoczynku".




Zdjęcie, które mnie zachwyca! Zrobione naszym małym super aparatem ;)
Jak łatwo się domyśleć - sopockie molo.


Pozdrawiamy z Sopotu, niedługo wracamy! :)
I zabieramy się ostro do pracy. Niebawem moje produkty do kupienia w nowym miejscu.
Obserwujcie bloga i mój fan page - szczegóły wkrótce!

piątek, 24 sierpnia 2012

Czas na wytłumaczenie

Z dnia na dzień na Facebooku ludzie lubiący NoirSoleil dowiadują się, że twór ten nie istnieje. Zamiast niego lubią oni Olborska Design. Po długiej nieobecności i, prawdę mówiąc, słabej jakiejkolwiek działalności Czarne Słońce gaśnie. Ale nie do końca, bo jak wiadomo, w internecie nic nie ginie na dobre. W tym przypadku jesteście świadkami ewolucji. Powolnej nieco, ale jednak. Wszystko, co dobre i piękne potrzebuje czasu. I wyrzeczeń. Oby i w tym przypadku była to racja.


A teraz konkretniej. NoirSoleil było moim internetowym nickiem (ściągniętym nieco po mężu), z którego próbowałam zrobić markę, kiedy chciałam zająć się sprzedażą biżuterii. Było to dobre na tamtą chwilę, choć nieporadne nieco, bez docenienia własnej wartości i poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. Stworzenie własnej strony było wyzwaniem, które się udało. Informatyk by tego pewnie nie pochwalił, ale dla przeciętnego użytkownika internetu, który nie patrzy w kod, strona była przejrzysta i czytelna. Tylko rzadko uaktualniana, gdyż wiązało się to ze żmudnym, jak dla mnie, modyfikowaniem kodu HTML strony. Moja wiedza na ten temat jest podstawowa, co i tak już jest nieco naciągniętym stwierdzeniem.
Teraz powstaje profesjonalna strona-sklep. Z panelem administracyjnym dla mnie! :) No i będzie można kliknąć "kup to!" (czy jakoś tak...), a nie pisać maila, jak to było wcześniej.

Oprócz strony zmianą, a raczej wielką nowością, jest ten blog. Stworzyłam go przede wszystkim dlatego, żeby móc zaprezentować szerszemu gronu moje prace. Chcę pokazać, czym Olborska zajmuje się w czasie wolnym (tej kreatywnej jego części), ale i co robi (i robiła) na studiach. Projektowanie małych form przestrzennych i graficznych wzorów jest czymś, co mnie interesuje, a nie wszystko ot tak, można wrzucić na stronę sklepu i sprzedać. I zapomnieć. Niektóre projekty proszą się o komentarz, inne są jakby inspiracją do stworzenia czegoś większego. Blog mam nadzieję, że stanie się czymś w rodzaju rozbudowanego portfolio, dzięki któremu pracodawca będzie mógł zobaczyć różne strony moich umiejętności. Wszechstronność, kreatywność, umiejętność sprzedania siebie (jak ja nie lubię tego ostatniego stwierdzenia!) - to się dzisiaj liczy.

Zmiana nazwy, pod którą mnie widzicie. To też duży krok do przodu. Pod nickiem każdy jest bardziej anonimowy, jest łatwiej robić wiele rzeczy. Poza tym nie było sensu pracować na nazwisko panieńskie, które miało się zmienić. Teraz, kiedy w końcu jestem Olborska, czas na ujawnienie. Żegnaj NoirSoleil.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Mój pierwszy raz

Nie planowałam tego. Wszystko działo się spontanicznie. Może trochę z nudów, trochę z jakiejś potrzeby. Z odrobiny ambicji, skłonności ekshibicjonistycznych, które kryją się gdzieś w zakamarkach każdego umysłu. Artystyczne usposobienie też miało swoje trzy grosze. Powiedli mnie nieco po omacku, z zawiązanymi oczyma, niby pod wpływem jakiejś wizji. Akcja potoczyła się bardzo szybko, aż do momentu, kiedy trzeba było zwolnić. Wtedy nie mogłam się doczekać. Emocje i ciekawość wzięły górę nad niepewnością... i stało się. Powstał blog Olborska Design i pierwszy post.


Niedawno czytałam kilka artykułów o polskiej blogosferze. Podobna przesycona, zamknięta, ale i mająca siłę i potencjał. Z jednej strony moc, z drugiej bylejakość. Nowa przestrzeń dla marketingu, ale i dla osób czekających na darmowe produkty do testowania i lansowania. Ciekawe, gdzie będę za pół roku? A za rok? Za trzy lata? Czy będę w ogóle? Pytań i wątpliwości jest wiele.

Są też plany, są ambicje i chęci, ale czas pokaże, czy byłam gotowa na ten pierwszy raz. Choć nie do końca taki pierwszy... ale to innym razem.

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *