Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2014

Podział artystów ze względu na wygląd

Wzór wykonany z użyciem motywu broszki serduszka,
do kupienia i obejrzenia tutaj: http://pl.dawanda.com/product/56616291-Broszka-Serduszko-Azurowe

Wielu artystów ubiera się inaczej niż reszta społeczeństwa. Jest to fakt, nad którym nie ma co urządzać polemiki. Szczególnie ludzie spoza kręgu twórców wszelakich zwracają na to uwagę, zazwyczaj w sceptycznych komentarzach lub uciszanych salwach śmiechu niezrozumienia. Mówiąc prościej, mają niezły ubaw!

Artysta, człowiek nad wyraz wrażliwy, szukając sposobów wyrażenia siebie, znajduje go w sobie. Ubrania, dodatki, sposób ich noszenia, a także makijaż i fryzura to często rodzaj kreacji. Przechadzając się* ostatnio korytarzami uczelni, wyodrębniłabym kilka ich typów.

Wzór wykonany z użyciem motywu broszki serduszka,
do kupienia i obejrzenia tutaj: http://pl.dawanda.com/product/56616291-Broszka-Serduszko-Azurowe

1. Barwny ptak
Po poznaniu koła barw i wszelkich zależności między nimi, barwny ptak zaczyna korzystać z całej dostępnej palety bez żądnych zahamowań. Staje się chodzącą rafą koralową i można na nim znaleźć wszystkie kolory tęczy przemieszane na dodatek w pozornym bałaganie różnych wzorów. Wersja nieco okrojona to neonowe skórzane spodnie czy żarówiaste buty założone do niemal dziadkowego męskiego wdzianka a'la sportowa marynarka i sztruksy.

2. Czarna eminencja
Niekoniecznie chodzi o fanów metalu czy zapalonych punków. Po prostu ludzie, którzy czerń uważają za najwyższe dobro, które jest ponad wszystkimi kolorami. Jest najpełniejsza, najszlachetniejsza i zawsze odpowiednia. Zawsze. Może mieć różne odcienie i faktury, ale czerń to czerń i basta! Czasem mam wrażenie, że patrzą na innych z pogardą, są przekonani o swojej wyższości, jakby inni byli artystycznie niedorozwinięci i nie odkryli jeszcze fenomenu czerni.

3. Fashion victim
Osobniki szczególnie często spotykane na kierunkach związanych z odzieżownictwem lub działające w tej branży. Skoro zajmują się modą to koniecznie muszą modnie wyglądać. Jakby bały się, że ktoś z ich otoczenia wytknie im jakąś stylizacyjną wpadkę lub nieznajomość najnowszych trendów. Niektóre z tych osób dosłownie stają się ofiarami mody, ale jest na szczęście część, która odpowiednio wykorzystuje swoją wiedzę i talent, by wyglądać olśniewająco.

4. "Nie zależy mi"
To jest typ osób, które absolutnie nie chcą być podciągnięte pod żadną z powyższych kategorii. Aby tego uniknąć, sprawiają wrażenie, jakby totalnie ich nie obchodziło, jak wyglądają. Jakby liczyła się dla nich tylko sztuka (i na nią również wydawali całe swoje pieniądze). Tak sobie myślę, że hipsterska moda gdzieś tutaj miała swój początek...

5. Sztuka sztuką, ale ja to ja
No i ostatni typ to osoby, po których na pierwszy rzut oka nie widać, żeby mieli jakikolwiek związek ze sztuką. Są normalni. Ani nad wyraz wystylizowani, ani nie nonszalancko niechlujni. Takie przeciętniaki można by powiedzieć. Ludzie, jakich na ulicach setki. Jednak nie dałabym się zwieść tej normalności... Może całościowo nie wyglądają jakby właśnie uciekli z pracowni w szale twórczego szału, ale z pewnością mają wśród swoich akcesoriów, z którymi są blisko, jakąś ciekawostkę, której nie spotkacie u innych. Również wyrażają swój zmysł artystyczny, ale nie w tak nachalny sposób. 

Wzór wykonany z użyciem motywu broszki serduszka,
do kupienia i obejrzenia tutaj: http://pl.dawanda.com/product/56616291-Broszka-Serduszko-Azurowe

Na koniec trzeba dodać, że jest pewien wspólny mianownik dla tych wszystkich typów. Każdy artysta jest trochę alternatywny. U jednych widać to na pierwszy rzut oka, u innych trzeba poczekać, a i tak może tego nie zauważymy. Ci pierwsi od razu dają do zrozumienia, kim są i jak widzą świat, tym drugim wystarczy to, że oni sami wiedzą, o co chodzi.

Dodalibyście jeszcze jakieś typy? Znacie ludzi, którzy w 100% pasują do którejś z kategorii? Gdzie umieścilibyście siebie?

*przechadzając się korytarzami uczelni - wypatrując pól godziny we wszelkich możliwych miejscach jednej osoby, tracąc nadzieję, że się ją znajdzie, chociaż wszyscy mówią, że gdzieś tu jest...

środa, 6 listopada 2013

Suknia dla Alicji w Krainie Czarów

Ślub jak z bajki to marzenie większości kobiet. Wyobrażenia tego dnia zmieniają się, ale towarzyszą nam od czasu, kiedy przestajemy patrzeć na chłopców i całowanie z grymasem i dziecięcym "fuuuj" na ustach. Jednym z najważniejszych (wizualnie oczywiście) elementów tej uroczystości jest suknia ślubna. Ta jedna jedyna. Co prawda nie wszystkie panny młode muszą obejść niemal wszystkie salony w mieście i naprzymierzać się kilkadziesiąt modeli, nawet suknia kupiona w pierwszym butiku po dwóch przymiarkach innych sukien jest wyjątkowa. Gdyby taka nie była, nie zostałaby wybrana. Ile kobiet, tyle sposobów zakupu i podejść, jednak tą jedną suknię każda z nas z pewnością zapamięta do końca życia.


W wielu artykułach na temat mody coraz częściej pojawia się określenie, że "nasze społeczeństwo to coraz bardziej świadomi konsumenci, że wiemy, czego chcemy i potrafimy to znaleźć na rynku". Nie dotyczy to jedynie ubrań, ale wielu różnych dziedzin. Również organizacji ślubów. Większe możliwości, wybór, ogrom inspiracji w internecie. Jak pisałam jakiś rok temu w poście z pierwszą z moich licencjackich sukien ślubnych, wesela tematyczne, a przynajmniej przemyślane i spójne pod względem motywów dekoracyjnych i kolorów, nie są już nowością w Polsce. Wciąż odważne pomysły nie cieszą się dużą popularnością, ale nawet w Stanach, z których pochodzi większość zdjęć z blogów z inspiracjami weselnymi, takie uroczystości to coś nietypowego. Nawet, kiedy młodzi chcieliby odejść od klasycznych rozwiązań, często rodzina nie jest tym zachwycona i dla "świętego spokoju" wszystko zostaje po staremu, jak na tysiącach innych ślubów. Pamiętam, jak wiadomość o czarnych sukienkach moich druhen i moich czerwonych butach wzbudzały zdziwienie, nieraz delikatny protest, któremu się nie daliśmy, na szczęście.

Fajnym sposobem na "coś innego" jest dodanie koloru do ślubnej stylizacji. Nie chodzi jedynie o odcień bukietu, czy buty, ale dodatki do włosów, biżuterię, czy w końcu barwny element sukni ślubnej. Przykład widzicie poniżej - druga prezentowana na blogu kreacja z mojej pracy licencjackiej. Wybrałam czerwony pasa, ponieważ ten kolor często i tak pojawia się przy organizacji ślubów. Poza tym to kolor miłości, walentynkowych serduszek i bukietów róż towarzyszących wyznaniom.
Nieco dalsze skojarzenia to karty do gry, królowa kier i Alicja w Krainie Czarów. Suknia, którą zaprojektowałam jest bajkowa. Jednak jej bajkowość nie jest dosłowna. Wynika z moich skojarzeń i tematu, w którym ją umieściłam. Czerwień i szpic pasa, spódnica pokryta płatkami, które podczas tańca rozkładają się jak pąki na wiosnę kojarzące się odrobinę z Calineczką. Klasyczna linia sukni ślubnej z gorsetem i rozłożystym dołem jak u księżniczki. Każda kobieta mogłaby dopisać tutaj swoja bajkę.

Źródła zdjęć: http://www.bhldn.com/,  http://www.bialeinspiracje.pl/,   http://www.etsy.comhttp://www.homemadediva.com,  http://shop.vibrantbride.com
Te inspiracje i kolorystyka są mi szczególnie bliskie, bo u nas też kolorami przewodnimi była czerwień, czerń i srebro. No i wśród inspiracji jest zdjęcie mojego Męża, chociaż nie ślubne. :)

Modelka: Martyna Wojciechowska; fotograf: Jarosław Kawnik


Suknia wykonana jest w większości z tafty. Pas jest satynowy, spody płatków z organzy, dzięki czemu nie są takie ciężkie i rzeczywiście się unoszą, a dolna falbana z szyfonu. Pod spód oczywiście potrzebna była dość szeroka halka z kołem u dołu i dwiema tiulowymi falbanami.


Wracając do inspiracji... każda z nas jest taką Alicją i ma swoją Krainę (niekoniecznie) Czarów. Szukajcie swojej bajki i niech Wasz ślub będzie jej najwspanialszym momentem.
Wiele małżeństw z dziećmi co prawda mówi, że to narodziny maluchów są najlepszymi chwilami ich życia, ale większość bajek nie dochodzi do tego momentu i kończą się na hucznym weselu. Co nie znaczy, że wtedy jest koniec bajki i zaczyna się szara rzeczywistość. Nie, nie, nie! Żyją długo i szczęśliwie. Z wieloma wspaniałymi momentami. Bardziej filmowymi niż bajkowymi. Mniej w nich wyidealizowanej idylli, jakże podobnej do zakochania i perfekcyjnego ślubu, a więcej rzeczywistego szczęścia, prawdziwych chwil z niesfornym kosmykiem włosów, stertą ciuchów do prania, buraczkami na kremowym dywanie czy niestosownymi beknięciami dzieciaków.

sobota, 28 września 2013

Natręctwo funkcji

Dzieło sztuki ma wartość przez swoje istnienie. Jest uzewnętrznieniem i zmaterializowaniem myśli artysty. Budzi emocje, wrażenia, jest ciekawe zewnętrznie. Czasem zawiera przesłanie, nierzadko jednak niezrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy. Przerost treści nad formą w tym wypadku. Wzniosłe idee odnoszące się do prostych rzeczy. Nie neguję sztuki. Nie mówię też, że nie staram się jej zrozumieć. Wręcz nie lubię, gdy chodząc po muzeum, ludzie stwierdzają, że oni też by tak potrafili, i że sami zaczną malować lub robić rzeźby i sprzedawać je za miliony dolarów. Wielu obiektów, które widziałam nie rozumiem, nie wiem, czemu zostały umieszczone na wystawach, ale nie neguję ich wartości. Bardziej odnoszę moje niezrozumienie do siebie, że to ja nie dorosłam do tej sztuki, a nie ona jest "głupia".



Nie chcę być artystą z dziełami, których nikt nie rozumie, z których się ludzie śmieją, nie doceniają. Chciałabym, żeby rzeczy, które zaprojektuję towarzyszyły odbiorcom w ich codzienności. Chciałabym, żeby je lubili. Oczywiście, niech będą to produkty niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, ale użyteczne. Cokolwiek tworzy się w mojej głowie, szukam funkcji. Myślę, jak człowiek mógłby to wykorzystać. Czasem zmieniam materiał, rozmiar, technologię, ale niech się przyda komuś. Niech służy właścicielowi. Niech nie leży w kącie zapomniane, ale niech uczestniczy w życiu.



Bliżej mi do projektanta niż artysty. Oba pojęcia się przenikają, ale nie są tym samym. Stąd też Politechnika, a nie Akademia Sztuk Pięknych. Teraz to wiem.



Poszukiwanie funkcji mnie prześladuje i nie pozwala tworzyć nieużytecznych przedmiotów. Budzi we mnie bunt. Studia się kończą, a w jakiejkolwiek pracy będę robić coś użytecznego. Innej nie chcę.


Krótkie przemyślenia podczas robienia dyplomu i trochę dokumentacji zdjęciowej z mojej pracy. Nie pytajcie, co robię. Ciężko opowiedzieć komukolwiek, kto nie siedzi w mojej głowie. Jak skończę to pokażę.


czwartek, 5 września 2013

Ulubione zdjęcie

Moje ulubione zdjęcie zostało znaleziona na blogu poświęconym tematyce ślubnej wśród szeregu tablic inspiracji dla przyszłych par młodych. Fotografia przedstawia młodą kobietę na kręconych, żeliwnych schodach usytuowanych w kącie jakiegoś pomieszczenia, którego nie jesteśmy w stanie zidentyfikować jako odbiorcy tego obrazu. Możemy jedynie domyślać się, że jest to budynek z bogatą przeszłością, gdyż widać popękany tynk lub starą farbę. Patrząc na zdjęcie po raz pierwszy widzimy niebieskie ściany, jednak im dłużej mu się przyglądamy, tym więcej nachodzi nas wątpliwości. Czy kolor ścian faktycznie jest błękitny czy to może poświata odbijająca się od koloru sukni dziewczyny? Może to materiał nadaje pomieszczeniu barwnej atmosfery chłodu i wytchnienia?

Kobieta stoi na schodach w górnej części zdjęcia, skupiając uwagę odbiorcy, lecz mimo to zachowuje ono idealne proporcje. Dzieje się to za sprawą trenu kreacji, który delikatnie spływa z wysokości niczym chłodny wodospad, dając ukojenie w gorącu dnia. Światło wpadające do pomieszczenia przez okno w lewej części fotografii dodaje jej nieco beżowych akcentów, ocieplając klimat pomieszczenia. Zwiewna suknia pięknie komponuje się z ażurową strukturą barierki  schodów, nadając zdjęciu lekkości i romantyzmu. Tłem dla pięknej modelki na pierwszym planie są zdobione drzwi z oknami w górnej nieotwieranej części. Ich smukłość w pierwszym odczuciu sprawia, że kobieta wydaje się malutka niczym Alicja z Krainy Czarów. Po dłuższej analizie dostrzegamy, że kobieta jest normalnego wzrostu, a część użytkowa drzwi to jedynie ich dolny fragment. Modelka patrząc w obiektyw, nawiązuje z nami kontakt. Jej twarz jest na tyle mała, że nie możemy dostrzec emocji, jakie wyraża. Wyobraźnia odbiorcy zostaje pobudzona. Każdy może inaczej zinterpretować historię przedstawionej dziewczyny. Na jej losy ma wpływ wrażenie jaki budzi fotografia – jej kompozycja, kolorystyka, miejsce w jakim została zrobiona oraz postać samej modelki – strój i sylwetka ciała.

Dla mnie ta kobieta odpoczywa po zabawie w ganianego z ukochanym i czeka aż ją w końcu złapie. Odpoczynek odczytuję z jej postaw opierającej się o oś schodów. Reszta jest swego rodzaju nadinterpretacją wyobraźni. Dziewczyna zerka, sprawdzając  czy nikt jej nie widzi, nie zauważyła jednak trenu, który stał się drogowskazem.  Zmęczona znalazła spokój w starych murach zagadkowego budynku, które pozwoliły ochłodzić się w swych pokojach. Ciepły dzień wlewa się delikatnie przez okno i zaprasza do dalszej zabawy. Smukłe ciało dziewczyny kusi ukochanego kształtem nagich ramion jednak nie daje się uwieść i ucieka w niewypowiedzianą niewinność pasteli. Narzeczony może pobiec za dziewczyną po schodach lub złapać ją w ramiona spadającą z wysokości.

Na odbiór zdjęcia wpływa z pewnością fakt, gdzie i w jakich okolicznościach zostało znalezione. Patrząc na nie na blogu ślubnym, widziałam od razu pannę młodą stająca na ślubnym kobiercu w niebanalnej i pięknej sukni. Z perspektywy czasu i po odseparowaniu fotografii od małżeńskiej tematyki, pozostał zachwyt nad kreacją i atmosferą zdjęcia. Jest ono dla mnie ucieczką od zgiełku i hałasu codzienności oraz barw, nierzadko męczących zmysły. Jest to jakiś przystanek na drodze do odkrycia kobiecości – jeden z tych osnutych czystością i wrażliwością sprzed kilku dekad, która zapomniana dzisiaj, marnieje w naszych sercach. Ażurowe schody prowadzą do miejsca, gdzie tylko kobiety mają wstęp i nabierają tam sił na zmagania z przeciwnościami. Kolorystyka zdjęcia – rozbielone beże i błękity nie kojarzą mi się z zimnem i lodem, ale właśnie ochłodą w letni dzień. Spokój to słowo, którym określiłabym tę urzekającą fotografię.


Opis ulubionej fotografii pochodzi z folderu "studia" na moim komputerze. Napisałam go jakoś późną wiosną zeszłego roku, świeżo po ślubie i obronie pracy licencjackiej o ślubnych sukniach. Wtedy nie wiedziałam, kto jest autorem zdjęcia, ani kto na nim jest. Nie zdziwiłabym się, gdyby był to fragment świetnej plenerowej sesji ślubnej. Jest to jednak jedno z kilkunastu zdjęć jakie Tim Walker wykonał dla Vogue UK. Ukazały się one w lipcowym numerze 2005 roku. Polecam przejrzeć inne jego sesje -  niesamowite. Modelką ze zdjęcia jest aktorka Lily Cole, której bym na tej fotografii i tak nie poznała. Jej chyba najbardziej znaną rolą była Valentina z Parnassusa.

Ciężko mi powiedzieć, czy wciąż jest to moje ulubione zdjęcie. A nawet czy kiedykolwiek nim było. Wybrałam je ponieważ żadne inne nie przychodziło mi na myśl, a skoro tylko to pamiętam tak długo to z pewnością coś w nim jest, co poruszyło moje serce.

sobota, 31 sierpnia 2013

Nie wyrzucaj. Zeskanuj.


Jedna z rzeczy, jakiej nauczyłam się na studiach to: nie wyrzucać żadnych swoich rysunków! A przynajmniej do czasu, aż ich nie zeskanuję. Nawet te bazgroły na marginesach albo pojedynczych pogiętych kartkach. Nawet te niedokończone albo pomazane innym wzorem, na wpół zapisane notatkami z wykładów. Wszystko może się przydać i stać się czymś nowym i wartościowym.

Co z takimi skanami później zrobić? Jest wiele możliwości. Można obrobić na komputerze, połączyć z inną grafiką, zmienić kolory, rozmiary, zniekształcić albo zainspirować się do stworzenia innej pracy. Każda rzecz, jaką narysowaliśmy skądś się wzięła. Te bazgroły namazane z nudów lub złości są jeszcze bardziej nasze niż starannie wymuskane martwe natury czy pejzaże. Mówią o nas więcej, nie powstają z musu, nie podlegają niczyjej ocenie. Nie raz w trakcie zajęć widziałam znajomych tworzących wspaniałe projekty między kolejną definicją a wzorem na obliczenie jakiegoś modułu. Każdy taki rysunek był bardzo oryginalny. I chociaż zdarzało mi się rysować podobne rzeczy, nigdy nie było to to samo. Podpatrzone wzory nie były moje, na mojej kartce już mnie nie zachwycały.

Poniżej prosty przykład jak kilka maźnięć pędzla zrobione w złości i bezradności, z braku weny i pomysłu na zadany temat może być wykorzystane w zupełnie inny sposób.


Motyw stworzony z czterech podstawowych wersji po zwiększeniu nasycenia kolorów.


Nałożony duplikat z samych białych krawędzi. Tło w postaci zdjęcia powierzchni rynny w Sulejowie. ;)


Zmultiplikowany motyw z wykorzystaniem lustrzanego odbicia. Najbanalniejszy sposób na stworzenie powtarzalnego wzoru, znielubiony przez wykładowców, pogardzany przez ambitnych studentów, ale czasem nieszkodliwy i warty zastosowania.


Zmiana kolorystyki. Grafika zyskała zupełnie nowy klimat. A wystarczyło przesunąć kilka suwaków w Photoshopie.


Trochę emocji, przypadku, zbiegu okoliczności i wolności tworzenia. Wzór możliwy do wykorzystania na wiele sposobów. We wnętrzu i w ubiorze. Jako tło w webowych grafikach albo plakatach. Albo jako baza kolejnego pomysłu. Znowu przerobiony. Ze zmienionymi kolorami, skalą, czy pocięty na kawałki.

Nie wyrzucaj bazgrołów. Nigdy nie wiesz, kiedy przyda Ci się ogonek świniopsa narysowanego na trapezie, którego długości przekątnych miałeś policzyć na matematyce albo misterna fryzura pantofelka lub innej bakterii z zeszytu od biologii. :)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Stół, stolik, stoliczek

Zmiana skali, zmiana znaczeń...

Wymiary produktu wpływają na jego odbiór przez użytkownika i obserwatora. Często determinują także jego funkcję i znaczenie w danym kontekście, w którym został umiejscowiony oraz zaprojektowany. Możemy to udowodnić w niezwykle prosty sposób.


Weźmy na przykład znany wszystkim mebel – stół. Duży, mieszczący wokół siebie dwanaście krzeseł będzie służył rodzinie podczas przyjmowania gości. Jego znaczenie jest reprezentacyjne, nieco odświętne. Mniejszy, czteroosobowy jest codziennym meblem w wielu domostwach. Jemy na nim różne posiłki, czasem pracujemy, czytamy, rozmawiamy. Jest to miejsce spotkań domowników, generator wspólnego czasu, choćby nawet był on krótki. Idąc dalej, wyobraźmy sobie stolik kawowy ustawiony w strefie relaksu, gdzieś między kanapą a telewizorem czy kominkiem. Niższy, mniej formalny. Czas przy nim spędzany nie gna w pośpiechu, daje chwilę wytchnienia, ofiaruje talerz słodyczy i imbryk aromatycznego napoju. Stolik kawowy o mniejszym blacie może być stolikiem nocnym stojącym obok łóżka. Ostatnie i pierwsze chwile dnia, którym towarzyszy są niezwykle ważne, ale nie jest to już miejsce spotkania. Stolik nocny jest meblem niemal osobistym, służącym jednej osobie. Niektórym wystarczy lampka i budzik, inni traktują go jako schowek na najpotrzebniejsze i najintymniejsze przedmioty, gromadzą na nim pamiątki, książki i kosmetyki. Idąc dalej, gdyby zwykły czteroosobowy stół zmniejszyć dwukrotnie w każdym z wymiarów mógłby stać się dziecięcym stolikiem – niemym towarzyszem zabaw. Ten sam mebel w skali 1:2 spełnia zupełnie inne funkcje. Gdyby dalej go proporcjonalnie zmniejszać stałby się meblem dla lalek. W ogólnym spojrzeniu traci on już funkcję mebla jako takiego, a staje się zabawką, czasem ekspozytorem na półce w pokoju kilkulatki. Jeszcze mniejszy stół mógłby być figurką kolekcjonerską, zaś taki o wymiarach w granicy półtora centymetra mógłby stać się elementem biżuteryjnym - zawieszką imitującą rzeczywisty przedmiot.

Dobrze wszystkim znany stół zmniejszaliśmy. Teraz pora na drugą stronę medalu. Stół powiększony trzykrotnie. Niech nogi mają wysokość koło dwóch i pół metra, a bok kwadratowej powierzchni blatu ma trzy metry i mamy swego rodzaju altanę ogrodową. Jeszcze większy mógłby być wiatą dla aut czy maszyn rolniczych.

Zmieniając skalę dobrze nam znanego przedmiotu, możemy zmieniać jego funkcję oraz sposób, w jaki jest on postrzegany, jakie budzi emocje i skojarzenia.



Widoczne stoliki to rendery moich projektów tworzonych na konkurs organizowany przez Meble VOX na stolik kawowy.

wtorek, 12 lutego 2013

Przemysł włókienniczy w oczach mas

Poniżej przeredagowany delikatnie esej na zaliczenie jednego z przedmiotów. :)

Dla większości ludzi tekstylia to głównie odzież. Piękne materiały, balowe suknie celebrytów, niezrozumiałe pokazy haute couture, moda szeroko rozumiana, z drugiej jednak strony sieciówkowe linie basic, codzienne robocze uniformy, domowe dresy i działkowe koszule w kratę. Część z tych osób zauważa włókiennicze elementy także we wnętrzach. Pościel o przeróżnych wzorach i fakturach, dekoracja okien od firanek i zasłon po finezyjne  zazdrostki i proste rolety, obrusy świąteczne i codzienne oraz dywany – drogie, wełniane, wzorzyste jak perskie kobierce i te malutkie do łazienki. Wykorzystania tkanin i dzianin w modzie i aranżacji wnętrz nie trzeba nikomu tłumaczyć. Mnogość asortymentu na rynku sprawia, że przeciętny człowiek szufladkuje tekstylia do tych dwóch kategorii, które same w sobie zawierają mnóstwo podziałów i kierunków.
Idąc na studia, widziałam świat włókienniczy podobnie. Ponadto wydawało mi się, że jest to stricte kobieca część przemysłu. W końcu tyle się mówi o „łódzkich włókniarkach”, damski ubiór jest o wiele bardziej zróżnicowany niż męski, a swetry na drutach robią chyba tylko babcie i ciocie. Gdzie tu miejsce dla mężczyzny? Osoby bardziej logicznej, konkretnej, ale i bardziej impulsywnej, mniej cierpliwej. Do tamtej pory inżynier włókiennictwa kojarzył mi się jedynie z panem zajmującym się budową maszyn szwalniczych, dziewiarskich czy krosien. Świat tekstylny wydawał mi się strasznie przyziemny i jakby stojący w miejscu. Ślepo wierzyłam w opinie krążące wśród licealistów, że nie ma w tej dziedzinie przyszłości, potencjału, że wydział włókienniczy dawno przeżył lata swojej świetności i to już nie wróci. Byłam jedną z tysięcy osób, która studia związane z przemysłem włókienniczym traktowała niemal na równi z przyszłą pracą szwaczki.
Teraz, kiedy czeka mnie ostatnia prosta do uzyskania tytułu magistra sztuki o specjalizacji Architektura Tekstyliów w pewnym sensie przeraża mnie moja niewiedza sprzed tych pięciu lat. Z innej patrząc strony, zamknięte oczy na włókienniczą część świata tysięcy osób to szansa dla tych z otwartymi oczyma, którzy mają mniejszą konkurencję na rynku pracy. I w tym miejscu dziękuję nieoświeconym ignorantom, którzy oglądając filmy żałują, że nie ma jeszcze kurtek z możliwością ustawienia pożądanej temperatury, wojskowych pojazdów o zmniejszonej wykrywalności przez radary lub odzieży badającej nasz stan zdrowia czy podającej leki. Ja wiem, że są.

Odzież z mikrokapsułami uwalniającymi powoli składniki kosmetyków - antycellulitowych, przeciwstarzeniowych itp.

Tekstylia kojarzą się przede wszystkim z tkaninami, dzianinami, nićmi szwalniczymi. Wszystko to wydaje się bardzo delikatne. Małe wymiary włókien sprawiają, że bagatelizuje się ich możliwości. Do rozwoju komputerów świat się przyzwyczaił. Nikogo nie dziwią nowe ultra cienkie laptopy, tablety czy smartfony. Wykrywanie ruchu naszego ciała wykorzystywane do gier na konsolach jest interesujące, ale powoli powszednieje. Jednak kiedy powie się w towarzystwie trzy słowa na temat skanera 3D ludzkiego ciała ludzie się dziwią. Informacje, które dla nas, studentów Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów są codziennością, które słyszeliśmy na różnych wykładach od wielu wykładowców, zaskakują. I to nie tylko ludzi starszych, czy pracujących w innych zawodach, ale także naszych rówieśników. Zaskakują dotychczasowe osiągnięcia, możliwości, ale i wszechobecność włókien. Wielu osobom wydaje się, że tekstylia są jedynie w naszym codziennym otoczeniu. Zapominają o wykorzystaniu tekstyliów chociażby w medycynie. I nie chodzi mi jeszcze wcale o siatki przepuklinowe, kardiologiczne ,protezy naczyń krwionośnych czy włókna uwalniające leki, ale o zwykłe opatrunki – gazy, watę, bandaże czy opaski uciskowe. Idąc dalej, o ile sieci rybackie czy liny żeglarskie kojarzą się z włókiennictwem, żagle jeszcze też, tak mało kto wie, że w pokryciu kadłubów statków też wykorzystywane są tkane lub dziane struktury. To samo tyczy się geotekstyliów. Wały czy nasypy wzdłuż autostrad czy dróg szybkiego ruchu muszą być w jakiś sposób zabezpieczone i utwardzone. Kiedy zrobić wzmiankę na ten temat w rozmowie nagle dla wszystkich staje się oczywiste, że stosuje się różnego rodzaju siatki. Same drogi też wymagają wzmocnienia i różnych warstw, aby jak najdłużej i najlepiej spełniały swoje funkcje.

Skaner 3D ludzkiego ciała. Można się zeskanować, mieć swojego awatara i zamawiać odzież przez internet z idealnym dopasowaniem, jak przy szyciu na miarę z przymiarkami u krawca

Najbardziej jednak ciekawią ludzi osiągnięcia w zastosowaniu tekstyliów w balistyce oraz tekstronika, jako zupełna nowość (której nawet nie ma jeszcze w słowniku Word’a). Przyzwyczailiśmy się nieco do faktu, iż wiele nowinek technicznych spędza pierwsze lata w bazach wojskowych, a dopiero po jakimś czasie wychodzi na świat do użytku przez przeciętnego konsumenta (o ile się do tego nadaje). Włókna jako przedmioty lekkie, o niezwykle małych wymiarach, a raczej o niespotykanej relacji wymiarów wzdłużnych do poprzecznych, nie kojarzą się z czymś, co mogłoby chronić ludzkie ciało przed pociskami pistoletów czy odłamkami bomb. Okazuje się jednak, że właśnie te wymiary i właściwości fizyko - chemiczne włókien są ich niewątpliwą zaletą również w wojskowych koszarach. Właśnie dzięki tekstyliom kamizelki kuloodporne są coraz wytrzymalsze, czyli coraz skuteczniejsze, a zarazem coraz lżejsze i mniej krępujące ruchy. Umożliwiają także wzmocnienia pokrywy pojazdów militarnych. I nie chodzi jedynie o super wytrzymałe włókna, ale także o strukturę wyrobu tekstylnego lub całego pakietu. Rodzaj splotu tkackiego, choć wydaje się tak drobnym szczegółem, że nie wart jest uwagi, ma znaczenie. Tak samo jak sposób łączenia warstw, wszelkie szwy, ich struktura i umiejscowienie są istotne. Oprócz ochrony fizycznej, materiały włókiennicze mogą zapewniać też ochronę termiczną lub przed ogniem. Kombinezony dla jakiś służb specjalnych zajmujących się skażeniami chemicznymi i radioaktywnymi to widok z niejednego filmu science – fiction, a przecież wykonanie go nie graniczy wcale z cudem. Niesamowita jest także odzież wojskowa. Trochę podobna do tej, którą można kupić w sklepach turystycznych. Gore-Tex stał się słowem – kluczem wśród zwolenników górskich wycieczek – powinien być w kurtce i w butach. Wiele osób mówi, że najlepszy, choć nie wie nic na temat jego przepuszczalności i barierowości, ani budowie. Jedne z najbardziej przyziemnych części odzieży – skarpety – w wersji militarnej, mimo, że robione w dużej ilości mają bardzo dobrą jakość oraz wersję zimową i letnią (to akurat wiem z autopsji, mam wątpliwą przyjemność co jakiś czas prania takowych w jakich służą nasi żołnierze w Afganistanie). Nie obcierają, oddychają, i rzeczywiście dobrze grzeją stopy zimą i nie przegrzewają latem.


Ralph Lauren RLX Aerotype Jacket - kurtka snowboardowa z tekstylnym panelem do obsługi odtwarzaczy muzyki i telefonów
Tekstronika zaś jest jakby bliżej przeciętnego użytkownika. Nie tyle dba o jego komfort, co o rozrywkę i wszelkie udogodnienia. To najbardziej podoba się młodym ludziom. Wbudowane w odzież panele sterowania odtwarzaczami muzyki, klawiatury tekstylne, czy nadajniki GPS dla dzieci w ubrankach lub misiach – to robi wrażenie. Szczególnie, kiedy dodać fakt, że wyroby te można normalnie prać, i nie mają w sobie uciążliwego okablowania. Dla osób starszych niesamowita jest wiadomość na temat koszulek na bieżąco badających funkcje życiowe.  Możliwość spędzenia większej ilości czasu z rodziną w domu zamiast w szpitalu, a będąc jednak pod stałą kontrolą i czujnym okiem lekarzy.  Dodatkowym bonusem jest możliwość automatycznego zawiadomienia bliskich o pogorszonym stanie zdrowia pacjenta i przygotowanie w szpitalu odpowiedniego miejsca dla takiej osoby. Wszystko w pełni zautomatyzowane, ale i nieutrudniające normalnego funkcjonowania. Bez kilkunastu plączących się kabli i czujników np. przyklejanych do klatki piersiowej, które ograniczają normalne poruszanie się.


Kurtka rażąca prądem napastnika; filmiki tutaj http://www.no-contact.com/index-2.html
Większość wspomnianych powyżej produktów nie przeniknęło jeszcze do codziennego użytku. Może przyjdzie nam na to czekać jeszcze lata, ale jest to tylko kwestia czasu. Poza tym trwają przeróżne badania, testy prototypów i ich rozwój. Przemysł włókienniczy to już nie tylko moda i wystrój wnętrz. To także wiele innych dziedzin, niektóre z nich, jak np. balistyka są typowo męskie. Włókna zaczynają zastępować wiele materiałów. Odgrywają niezastąpioną rolę w medycynie i budownictwie. Po niespełna jeszcze pięciu latach studiów moje spojrzenie na tekstylia zmieniło się całkowicie. Widzę włókna w wyrobach, w których są one ukryte. Przede wszystkim jednak dostrzegam potencjał rozwoju tej dziedziny jak i jej złożoność. Nie jest to już tylko umiejętność szycia, czy robienia na drutach, do czego wiele osób pewnie sprowadziłoby włókiennictwo. Jest to ogromny obszar działań technicznych, w których swój udział mają nie tylko włókiennicy, ale także specjaliści innych branż, takich jak: elektronika, mechanika, informatyka, chemia, biotechnologia, medycyna, budownictwo. Każdy z wydziałów naszej uczelni mógłby podjąć badania lub projekty, których częścią byłyby specjalne wyroby tekstylne.


Tzw. stenty udrażniające żyły przy zakrzepach itp.

Jako studenci wzornictwa obserwujemy w pewnym sensie nieco z boku ciekawe zjawisko, które przewija się od początku w tym tekście. Z jednej strony widzimy zmianę swojego podejścia do włókiennictwa. Z drugiej nasz stary światopogląd odnajdujemy jeszcze u wielu znajomych. Mamy kontakt z osobami zaangażowanymi w rozwój tekstyliów w Polsce i na świecie, obserwujemy postęp, jak zaszedł na przestrzeni ostatnich lat naszych studiów i ulegamy przekonaniu wykładowców o potencjale i możliwościach. Jako specjaliści od wzornictwa nie będziemy mieli aż tak bezpośredniego wpływu na techniczny rozwój, choć z pewnością będziemy czuwać nad zmianami i śledzić nowości. Zjawisko, które mam na myśli dopiero nastąpi. Niemożliwym jest, moim zdaniem, aby tak bogate w możliwości surowce i struktury pozostały w ukryciu i cieniu. Myślę, że za jakiś czas czeka nas ponowne odkrycie tekstyliów w skali światowej i zmiany w myśleniu społeczeństwa. Tekstylia były w życiu człowieka można powiedzieć od samego początku. Pierwsze krosna czy kołowrotki były bardzo prymitywne, wszystko jednak się rozwijało. Maszyna do szycia swego czasu była wielkim wynalazkiem. Włókna syntetyczne, choć tak niedoskonałe w pierwszych latach istnienia, też stały się hitem. Przed nami kolejne odkrycia włókiennicze, które doceni świat. Część z nich z pewnością już istnieje i czeka na dobry czas. Bądźmy czujni. Może to nam uda się wybrać odpowiedni moment?

Zdjęcia wykorzystane w poście pochodzą ze stron:
http://www.innovationintextiles.com
http://www.textileworld.com
http://www.crookedbrains.net

http://www.vmi.edu.pl

wtorek, 6 listopada 2012

Suknia ślubna na zimę

Jesień za oknem, ale pierwszy śnieg już nas zaszczycił swoją obecnością jeszcze przed Świętem Wszystkich Świętych.

Na DaWandzie już Jarmark Świąteczny ruszył i wyszukiwarka prezentów. W sklepach pierwsze Mikołaje i bombki błyszczą na wystawach. Ja popijam herbatkę o smaku grzanego wina i tęskno mi za choinką. Mimo to jeszcze ze świątecznymi wpisami się wstrzymam. ;)

Wracam natomiast do mojej pracy licencjackiej (dzisiaj, kiedy został w końcu sformułowany i zgłoszony mój temat magisterki). Jest to pierwszy z sześciu postów prezentujących moją mini-kolekcję sukien ślubnych. Jak pisałam wcześniej, każda z kreacji została zaprojektowana z myślą o konkretnym motywie przewodnim wesela.

Tematy uroczystości można tworzyć w przeróżny sposób. Wszystko zależy od kreatywności, ale i chęci Narzeczonych. Jednym z prostszych rozwiązań jest wykorzystanie pory roku. Ona naprowadza nas na daną kolorystykę, ozdoby i detale, które możemy wykorzystać w całym procesie organizacji ceremonii i przyjęcia.

Zima przede wszystkim kojarzy się z chłodną kolorystyką, czystą bielą, płatkami śniegu, soplami, mrozem. Można jednak do tematu podejść z innej strony. Spójrzmy na tę porę roku zza okna. Biel - oczywiście, ale może być już cieplejsza, złamana pomarańczowym blaskiem świec. Odcienie gorącej czekolady, aromat grzanego wina i ciepło domowej atmosfery. Jeszcze innymi "prawami", a raczej przywilejami, rządzą się śluby organizowane w okolicy Świąt Bożego Narodzenia - przede wszystkim piękne dekoracje (w kościele darmowe! :) zawsze jakieś choinki z lampkami są). Motyw świętego Mikołaja, jodeł, a może karpia? :) Możliwości jest bardzo wiele.
Strój Państwa Młodych również jest uzależniony od pogody i temperatury. Tutaj bardziej zrozumiałe będą wszelkie płaszcze zamiast króciutkich bolerek, kaptury jako alternatywa dla welonów czy stroików, futrzane mufki i etole, rękawiczki, botki lub kozaczki zamiast typowych czółenek. Stylizacja na królową śniegu lub królewnę śnieżkę. :)

Źródła zdjęć:
http://www.bhldn.com/http://www.bialeinspiracje.pl/http://www.bridelle.pl/http://weseliana.pl/,
http://www.prestonbailey.com/http://www.etsy.com/

Tablica inspiracji pokazuje chłodną kolorystykę i motyw śnieżynek. W zaprojektowanej przeze mnie sukni spotykają się dwie struktury. W warstwach spódnicy możemy  dopatrzeć się inspiracji lodową taflą - idealnie gładka powierzchnia usztywnionej satyny. Asymetryczny gorset został pokryty koronką, której faktura nawiązuje do mroźnych wzorów, które zimą powstają na szybach (przynajmniej pamiętam takie wzory z dzieciństwa i starych nieplastikowych okien). Wykończenie dołu, góry i odpinanego ramiączka (rękawka?) zostało wykonane z bardzo sztywnej tafty (skłonność do zginania na poziomie kartki papieru do drukarki). Z jednej strony materiał ten jest błyszczący i śliski, z drugiej matowy. Dzięki tym właściwościom udało się uzyskać stojący rękawek i idealne rogi gorsetu. Spódnica nie jest połączona w żaden sposób z górą sukni. Trzy falbany zostały naszyte na podszewkę wykonaną ze wspomnianej wyżej sztywnej tafty. Przy takiej szerokości dołu, zastosowany materiał pozwala zachować pożądany kształt bez zastosowania dodatkowej halki z usztywnionym kołem.




Jak widać, mój projekt nie przewidywał dodatkowego odzienia dla Panny Młodej, które zimową porą byłoby niezbędne. Bez problemu myślę, że można by jednak coś dobrać, oferta na rynku jest dość bogata.
Poniżej kilka słabszych zdjęć mojego autorstwa z sesji nr 1. ;)





Do zdjęć i realizacji sukni można mieć trochę "ale", jednak nie będę ich wypisywać, bo może nie wszyscy zobaczą. ;) Dodam jedynie, że gdybym nie była ograniczona kosztami (taaak, 6 sukien ślubnych + moja własna w jednym roku to nie na mój portfel) materiały byłyby o wiele lepszej jakości, a nie tafta z wyprzedaży z Teatru Wielkiego, a koronka ze strychu od teściowej. :) No i uszyłaby ją krawcowa a nie ja z Mamą (bez której nie dałabym rady uszyć wszystkiego w terminie :*).

Za udział w obu sesjach bardzo dziękuję modelkom - Martynie Wojciechowskiej i Agnieszce Lubej (Luba? Czy Twoje nazwisko się odmienia?). :*
Pierwsze zdjęcia wykonał Jarosław Kawnik.

wtorek, 23 października 2012

Łódź Design dla dzieci

Zabawki i meble dla maluchów stanowiły sporą część prezentowanych przedmiotów.

Wybrałam te według mnie najciekawsze. Niektóre wcześniej widziałam już w internecie i fajnie było zobaczyć je i dotknąć, choć nie wszystkich "legalnie". ;) Kolejność prezentowanych fotek zupełnie jest zupełnie przypadkowa.

Te miękkie wałki na pierwszym planie lepiej prezentowały się na zdjęciach w sieci, ale kto wie, dzieciaki myślę, że zrobiłyby z nich dobry użytek. Drewniane zabawki w tle ciekawe, choć dość typowe. Podobne można dostać w wielu sklepach. Tor jest zrobiony dla szklanej kulki. Dopiero dzisiaj to dostrzegłam. Jeśli dla starszego dziecka to fajne, o malucha bym się bała, że wszamie te kulki zamiast obiadu.

Drewniane biureczko dwustronne z regulowanym kątem nachylenia blatów. Bardzo interesujące rozwiązanie. Niby proste, ale daje efekt.

Kolejne biureczko, tym razem z systemem szafeczek. Całość z boku ma profil słonia. Uroku temu tworowi dodają rozmiary - blat jest na wysokości kolan przeciętnie wysokiej osoby dorosłej. Cute... :)


Tutaj meblościanka firmy VOX z kolekcji Young Usesrs By VOX i kartonowe zabawkowe szafki kuchenne. Uważam, że fajny pomysł, tylko czy dzieci byłyby tego samego zdania? Ktoś miał podobne zabawki?

Interesująca forma dwupiętrowego łóżka. Ten typ spania jest bardzo praktyczny, kiedy mamy ograniczoną przestrzeń w pokoju. Projektanci wymyślają coraz to nowsze wersje. I bardzo dobrze. :) Za prędko z "mody" nie wyjdą.

Kolejna wersja kartonowych zabawek. To już mnie bardziej chyba przekonuje niż kuchenne szafki. Tym bardziej, że taki domek dzieci mogą pomalować i mieć kilo frajdy przy tym. I nie tylko dzieci... ;) A ta tektura nie jest wcale taka cienka jak mogłoby się wydawać.

Cała wystawa mini biurek i stolików. Niektóre przecudne. Na początku widać znowu nawiązanie do kształtu domku., tym razem nawet z kominem.


Ten komplecik strasznie mi się spodobał. Jest bardzo prosty, ale urzekły mnie tu kolorki. Może różowy blat nie przypadłby do gustu chłopcom, no ale cóż... bywa. ;)


Nie wiem do końca, cóż to są te kamieniczki w rogu, ale wyglądały obłędnie. Mogłabym mieć takie w salonie lub sypialni. Wydaje mi się, że jest to rodzaj szafeczek. Ewentualnie domek dla lalek... który też przerobiłabym na jakieś półki, zanim byśmy się córy dorobili. :)

Tutaj już faktycznie domek dla lalek. Mąż stwierdził, że taki smutny, słaby i w ogóle. Mi się podoba, ciekawe, czy kilkulatki byłyby tego samego zdania? Może gdyby dodać trochę kolorów byłaby to bardziej dziecięca zabawka? Tylko wtedy domek straciłby swój specyficzny charakter... Mi się podoba. Na tym kończę polemikę samej ze sobą.

O, a tu ciekawostka. Widziałam tą kołyskę w sieci wielokrotnie. Jest ona normalnych rozmiarów, niemowlę się zmieści. Zastanawiałam się, czy tektura nie jest za słaba, czy nie bałabym się położyć tam maluszka. Widziałam na własne oczy i wymacałam - nie bałabym się. :) Myślę, że jest to fajna (lekka!) opcja przenośnego łóżeczka, np. do drugiego pokoju. Chociaż na zdjęciu może nie budzić zaufania mam. :)

Na ten obrus natknęłam się ostatnio w sieci. Znaczy tak mi się wydaje, że to był ten. Drogi był. Ale to nic, bo pomysł fajny. I myślę, że producent by się nie obraził, gdyby na użytek własnych pociech jakaś mama czy babcia chciała ozdobić w ten sposób własny obrus. Co innego produkcja i sprzedaż, tego nie proponuję i nie popieram (precz z podróbkami!). Tak, czy siak, pomysł kapitalny. Sama pamiętam, jak bawiliśmy się pod stołem. :)


Inny domek dla lalek. Wygląda bardzo podobnie do poprzedniego, ale nie mam pojęcia, czy to ten sam producent.


Zabawka po prawej - rozkładana książeczka z różnymi wzorkami i symbolami w trzech kolorach może budzić sceptycyzm i uwagi. Kontrastowe połączenie czerni, czerwieni i bieli to póki co niezbyt spotykana paleta barw dla niemowląt. Pierwsze zabawki w większości widzimy w pastelowych odcieniach lub pstrokatych, jaskrawych wzorkach. Ekspertem nie jestem, ale trochę czytałam i słyszałam o poniższej kolekcji i skąd pomysł na nią. Mianowicie dzieci na początku nie widzą całej gamy barw. Najłatwiej odróżniać im rozpoznawać kształty w kontrastowych kolorach do tła. Zabawki polecane są dla dzieci do 6 miesiąca życia mniej więcej. Po dokładniejsze informację odsyłam na stronę zabawek White&Black, gdzie znajdziecie również opinie ekspertów. A może ktoś z Was miał już kontakt z tymi zabawkami? Chętnie poznam opnie użytkowników. :) A raczej ich rodziców.

Taki dziecinny post to w przypływie radości z dobrej nowiny o narodzinach wczorajszych! :) :) :) Ogromne gratulacje dla rodziców małego W.! :) :) :)
I z bycia matką chrzestną (to już nie takie nowe, ale radosne bardzo). :)
Bo prawdziwe życie jest najlepszą inspiracją... :)

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *